Do feminizmu przez biologię
U zarania rozmnażania płciowego wszystkie gamety były równe i jednakowo inwestowały w potomstwo. Potem niektóre zaczęły oszukiwać. Wyjaśniamy, jak biologia uzasadnia feminizm lepiej niż jakikolwiek manifest.

Gdzieś na rafach koralowych dwa płazińce zbliżają się do siebie i zaczynają kolejno się obmacywać. Po pewnym czasie stają dęba i obnażają swoje penisy, którymi zaczynają… się fechtować.
Powód jest taki, że te robaki to hermafrodyty. W wyniku pojedynku trwającego nawet godzinę ustalają, kto będzie musiał wziąć na siebie wszystkie koszty wynoszenia potomstwa. Zwycięża ten, kto pierwszy kilkukrotnie ukłuje przeciwnika i wprowadzi mu spermę, tym samym zapładniając oponenta, co skazuje go na rolę „samicy".
Wychodzi na to, że płazińcowi nie chce się być samicą? Dlaczego? Na czym polega istota ról „samicy" i „samca" z punktu widzenia korzyści ewolucyjnych, kosztów i strategii rozmnażania?
Współczesna kultura i religia, a także etolodzy z przeszłości, często traktowali zachowania seksualne, kopulację oraz poprzedzające ją zaloty jako wspólną aktywność obojga partnerów dla dobra siebie samych lub gatunku1. Jednak ewolucyjna rzeczywistość strategii płciowych daleka jest od tego idyllicznego obrazu.
Czym są „samiec" i „samica"? My, jako ssaki — i przyznajmy: jako antropocentryści — zazwyczaj kojarzymy je z obecnością penisa lub gruczołów mlekowych, z procesem ciąży oraz różnicami chromosomalnymi. Ale u większości gatunków jest inaczej.
Jak pisze Richard Dawkins w książce „Samolubny gen"2, między samcami a samicami żab praktycznie nie ma zewnętrznych różnic poza rozmiarem gamet, dlatego można by je oznaczyć po prostu jako płeć 1 i płeć 2. Istnieje jednak jedna uniwersalna różnica, która dotyczy wszystkich gatunków, w tym roślin: gamety samców są mniejsze i liczniejsze, a gamety samic większe i ustępują im liczebnie.
Co to oznacza? Samiec nie wnosi przy połączeniu takiej samej ilości substancji odżywczych jak samica. Geny — owszem, dokładnie 50%, ale nie substancje odżywcze. Plemniki w istocie służą jako sposób szybkiego przenoszenia genów, natomiast komórka jajowa wnosi dodatkowo zasoby potrzebne do rozwoju zarodka.
Przy takiej asymetrii samiec może potencjalnie zapłodnić nieograniczoną liczbę partnerek, produkując plemniki w gigantycznych ilościach, a samica jest ograniczona zasobami niezbędnymi do ciąży i opieki nad potomstwem3. Stąd rodzi się nasza eksploatacja.
Uważa się, że u zarania rozmnażania płciowego panowała izogamia — równe gamety i równy wkład w substancje odżywcze potrzebne do rozwoju zarodka. Hipoteza głosi, że niewielkie powiększenie niektórych gamet dawało przewagę ewolucyjną i pozwalało z większym prawdopodobieństwem zapewnić przeżywalność potomstwa. W tej strategii kryła się jednak pięta achillesowa. Otwierała ona drogę do eksploatacji i egoizmu. Istnienie gamet nieco większych niż konieczne pozwalało małym gametom łączyć się z dużymi i „zarabiać" na tym — a więc inwestować w potomstwo nieco mniej.
„Uczciwa" strategia dużych gamet otworzyła drogę „egoistycznej" i „eksploatatorskiej" strategii małych4. W wyniku nieustannej walki przetrwały i wykrystalizowały się zarówno ekstremalnie duże i uczciwe altruistki, jak i ekstremalnie małe i zwinne gamety. Jestem pewna, że domyślacie się, które z nich nazywamy dziś komórkami jajowymi, a które plemnikami.
Nie wdając się w dalsze perypetie poszukiwania ewolucyjnie stabilnej strategii (ESS), można z całą pewnością stwierdzić, że u większości gatunków praca związana z opieką nad potomstwem i zapewnieniem mu zasobów spada na samicę — szczególnie u ssaków i u nas, ludzi5. Samica inwestuje własne zasoby organizmu w ciążę, przechodzi zmiany hormonalne, a po porodzie zapewnia opiekę i karmi mlekiem, którego wytworzenie również nie jest proste.
W ten sposób, oszukane u zarania ewolucji, ponosimy główny ciężar kontynuacji gatunku homo sapiens, znajdując się przy tym w bezbronnej pozycji na wszystkich etapach tej pracy.
I co kobiety dostały w zamian?
Nie istnieje żadna obiektywna rzeczywistość ani biologiczne uwarunkowanie „dobrego" zachowania i troski o bliskich czy o tych, którzy ponoszą większe koszty poprzez ciążę i opiekę nad potomstwem. To część mitologemu — dokładnie takiego samego jak „prawa człowieka" czy „buddyzm" — który nasz gatunek wymyślił, próbując przetrwać w nowych warunkach masowego skupienia osobników w jednym miejscu, w realiach wysokich technologii.
Dlaczego więc, zamiast zrozumienia fizjologii kobiecego organizmu i jego kosztów — choćby na poziomie cyklu menstruacyjnego (otrzymanego w wyniku owej konfrontacji płciowej) i ciąży — dostałyśmy jedynie lekceważenie i wykorzystywanie naszych słabości, których nie wybierałyśmy przy narodzinach? Dlaczego całe pokłady memów w postaci kultury, instytucji religijnych i całych strategii politycznych zostały zbudowane wokół tych, których strategia ewolucyjna sprowadza się do zwięzłej tezy: „zrzucić odpowiedzialność i zniknąć w siną dal"?
Biologiczna rzeczywistość krzyczy nam o tym, jak wysoką wartość i złożoność sobą reprezentujemy, jak tytaniczne brzemię nałożyła na nas sama ewolucja. Czemu więc nie podążać za wartościami, które pozwolą zapewnić zdrowie reprodukcyjne kobiet — tak by wszystkie osobliwości naszego organizmu nie były ukrywane za progiem kościoła podczas menstruacji ani nazywane „czerwonymi dniami" i innymi eufemizmami, lecz wspierane poprzez tworzenie komfortowego i bezpiecznego środowiska dla każdej?
W wyniku ewolucji nie powstały „słabe" ani „silne" płcie, nie było głównych i drugorzędnych ról, bardziej rozwiniętych i inteligentnych ani godniejszych części populacji jednego gatunku. Z woli przypadku — a mianowicie poprzez odmienną strategię gamet — musiałyśmy wziąć na siebie więcej kosztów niż mężczyźni. Nadszedł czas, by to przyznać i odrzucić stare formy relacji władzy oparte na eksploatacji słabości.
-
Parker, G.A. 1984, Evolutionary stable strategies./In: Behavioural ecology: An evolutionary approach (eds J.R. Krebs and N.B. Davies), pp. 62-84. 2nd edition. Oxford: Blackwell scientific publications. ↩
-
Richard Dawkins, "The Selfish Gene" (4th ed); United Kingdom: Oxford University Press., 2016 ↩
-
Parker, G.A., Baker, R.R., Smith, V.G. F., 1972, The origin and evolution of gametic dimorphism and the male-female phenomenon// Journal of theoretical biology, 36, 529-533 ↩
-
Trivers R. L., The evolution of reciprocal altruism// Quarterly review of biology, 46, 479-484 ↩
-
Trivers R. L., 1974, Parent - offspring conflict// American zoologist, 14, 249-264 ↩